Kartka z Podróży - bo świat jest piękny.

Nivo Slider

Gobi 4x4

Kilkudniowa wyprawa w nieznane, czyli Gobi samo się nie zrobi.

Kolej Transsyberyjska

Pociągiem wgłąb Azji. Wydawać by się mogło, że nie ma końca tej podróży.

Hinduska przygoda

Podróż do Indii to bogactwo doznań zmysłowych - kolorów, smaków, zapachów.

Wybrane wpisy

21 sierpnia 2011

Pod słońcem Toskanii

Wyjazdy spontaniczne to zawsze strzał w dziesiątkę. Im mniej mamy oczekiwań i wyobrażeń o danym miejscu, tym większy jest element pozytywnego zaskoczenia i mniejsze rozczarowanie. Ja wiedziałam, że Toskania to przede wszystkim krajobrazy utkane z zielonych pagórków, słońce, wino, zapierające dech w piersiach zabytki Florencji, a na koniec Krzywa Wieża.

Swoją podróż po Toskanii zaczynamy właśnie od Florencji. Z Pizy podróż pociągiem to zaledwie godzina i tylko 5 euro. Polecam ten rodzaj transportu we Włoszech - bilety są tanie, a pociągi punktualne, szybkie i wygodne. Po drodze na dworzec mijamy jeszcze Krzywą Wieżę oraz chmarę turystów, którzy pozują do zdjęć w charakterystyczny sposób tak, by wyglądało, że podtrzymują budowlę.

Toskania
Kliknij na zdjęcia, aby powiększyć

Okres wakacyjny to nie najlepsza pora do zwiedzania miast, ponieważ jest bardzo tłoczno. Ponadto sierpień to czas urlopowy i część sklepów jest zamknięta. Z tego względu Florencja jawi nam się niczym bazar z pamiątkami - wszelkiego rodzaju wyroby skórzane, pajacyki Pinokio (Toskania to ojczyzna Pinokia), kolorowe makarony, kapelusze i wachlarze. Kramy z pamiątkami szpecą zabytkowe ulice odbierając im urok a natrętni sprzedawcy okularów przeciwsłonecznych szemrzą pod nosem zachęcające formuły. Kolejka do katedry Santa Maria di Fiore okrąża tą potężną budowlę, zatem rezygnujemy ze zwiedzania i wybieramy się na wędrówkę po najmniej zatłoczonych alejkach miasta. W ten sposób trafiamy na Piazza della Santissima Annunziata.

Toskania
Monika na Piazza della Santissima Annunziata

Kolejnym celem jest Most Złotników - Ponte Vecchio. Początkowo wzdłuż mostu swoją siedzibę miały sklepiki z rybami oraz rzeźnie. W XVI wieku decyzją księcia Ferdynanda I zostali oni usunięci a w ich miejsce powstały warsztaty jubilerów i złotników. I tak też pozostało do dzisiaj. Maleńkie sklepiki z podświetlanymi witrynami kuszą nasze srocze gusta. Ostatecznie Monika kupuje zawieszkę - koralową papryczkę chili, która w kulturze Włochów przynosi szczęście. Florencję żegnamy zakupując wino na kolację. Monika próbuje jeszcze tiramisu, co obrała za punkt obowiązkowy do zaliczenia podczas naszej podróży.

Santa Maria di Fiore


Most Złotników

Zmęczone zatłoczoną Florencją jedziemy do San Gimigiano - miejscowości zwanej średniowiecznym Manhattanem ze względu na charakterystyczne wieże, które pełniły funkcje obronne oraz stanowiły o zamożności ich właścicieli. Miasteczko zaznaczamy na naszej mapie zwiedzania jeszcze w samolocie, studiując program wycieczki autokarowej. My przeznaczamy na zwiedzanie cały dzień. Podróż do San Gimignano nie jest prosta, bo po drodze trzeba przesiąść się dwukrotnie. San Gimignano to zdecydowanie kwintesencja Toskanii. Miasteczko położone jest na wzniesieniu, otoczone winnicami i maleńkimi wioskami. Włóczęgę po starych murach zaczynamy od obiadu - makaron strigoli con ricotta, flaszka schłodzonego wina i chleb z oliwą dają nam energię by zbadać każdy kamień tego średniowiecznego cuda.

Strigoli con ricotta

Ciężkie mury San Gimignano dają zbawczy cień, wąskie alejki pozwalają umknąć z dala od turystycznego ścisku.



Nasz kolejny cel to Lucca - niewielkie miasteczko położone na północ od Pizy, założone jeszcze w II w p.n.e. przez Etrusków. Starą część miasta otacza mur obronny, który kojarzy mi się z Fredericia (w Danii). Nasze leniwe zwiedzanie jak zwykle urozmaica posiłek złożony z makaronu i lampka wina. Czas sączy się powoli i wcale nie czuję, że następnego dnia wsiądę do samolotu i wyląduję w pochmurnym Krakowie.


Lucca okiem Moniki

Dlaczego pokochałam Toskanię? Pewnie dlatego, że można ją poznawać na wiele sposobów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - miłośnicy sztuki i architektury zachwycą się znanymi dziełami mistrzów takich jak Da Vinci; nie zawiodą się też wielbiciele kulinariów - wszak kuchnia włoska (jak skromnie stwierdził nasz znajomy Mariano) jest najlepsza, bo przecież pasty i pizze znane są powszechnie na całym świecie. Spokój i wytchnienie znajdą też zwolennicy agroturystyki oraz ci, którzy wolą wypoczynek na łonie natury. Toskania piękna jest i basta! Ja wiem, że jeszcze tam wrócę...

3 sierpnia 2011

Sniadanie na skuterze

No i jestem w Pizie. Wreszcie odpocznę od nieustannego deszczu, który ciągnie się ciężka chmura nad moja głowa jeszcze od samej Danii. Ani w Warszawie, ani w Krakowie nie doświadczyłam ładnej pogody. Za to w Pizie żar leje się z nieba, już od samego rana.

Ale zacznę od początku. Toskania chodziła mi po głowie od pewnego czasu. Kiedyś zapytałam pewną Włoszkę o najpiękniejsze miejsce w jej ojczyźnie - bez chwili wahania wskazała Florencję. Zatem decyzja była prosta, podparta dodatkowo korzystnymi cenami biletow. Dodatkowym plusem był wylot z Krakowa - miasta, które darzę ogromnym sentymentem.

Z lotniska w Pizie odbiera nas Filippo - nasz gospodarz, o którym (i o samym couch surfingu) napiszę osobno. Powietrze jest ciepłe ale lekkie, mkniemy ulicami miasta w poszukiwaniu pizzerii, która jest wyposażona w prawdziwy piec na węgiel. Pizza jest delikatna i aromatyczna, na cienkim cieście, z niewielką ilością dodatków, a jednak pyszna. Kolacja u Filippe kończy się mistrzowskim pokazem salsy w wykonaniu Moniki i naszego gospodarza, nieudolnym tańcem bachata w wykonaniu moim i Mariano, oraz "tradycyjnym włoskim układem tanecznym" zaprezentowanym przez Filippo oraz Mariano.

Rano, kiedy Monika jeszcze śpi myszkuję w poszukiwaniu zbawczej dawki kofeiny. Po chwili stukam się jednak w głowę - żaden szanujący się Włoch nie będzie miał w domu kawy instant. Okazuje się jednak, ze Filippo zaspał i w pospiechu zabiera mnie na skuterze do pobliskiej kawiarenki na kawę i słodką bułeczkę z delikatnym, kremowym nadzieniem. Mój wybór pada oczywiście na espresso - Filippo zerka z aprobata chwaląc mój wybór. Powiem wam, moi drodzy, ze tak pysznego espresso nie piłam przenigdy - nawet podczas mojej krótkiej kariery kelnerki we włoskiej kawiarni. Delikatna krema na 2 mm grubości, łagodny, lekko gorzkawy ale nigdy cierpki smak... a w oddali lśni bielą Krzywa Wieża. Czy można chcieć więcej?

4 czerwca 2011

Karnawał w Aalborg

Co roku, pod koniec maja główne ulice Aalborg zapełniają się kolorowym kordonem uczestników karnawału. Sama impreza trwa kilka dni i składa się z występów różnych grup tanecznych oraz - głównej części - uroczystego przemarszu ulicami miasta. Na czele grupy idą profesjonalni tancerze z różnych części świata. Jak na karnawał przystało nie brakuje też roznegliżowanych dziewcząt ze szkół samby, które prezentują bajecznie kolorowe stroje złożone z piór, cekinów, skąpo okrywających ich półnagie ciała. Jest też grupa przerażających istot reprezentujących miasto Aalborg - ludzi odzianych w czarne łachmany w drewnianych maskach. Nie brakuje szczudlarzy i akrobatów, aktorów przebranych za zwierzęta, orkiestry, bębniarzy... a za tym barwnym orszakiem maszerują spragnieni zabawy mieszkańcy oraz goście, którzy przybyli na daleką północ właśnie ze względu na karnawał.

tancerka ze szkoły samby
Gorące tancerki ze szkoły samby

16 maja 2011

Ciekawostki o Nowej Zelandii - od A do Z

Nowa Zelandia to kraj nieduży a tak różnorodny, że można by pisać o nim bez końca... W ramach podsumowania naszego pobytu na wyspie postanowiłam ująć ciekawostki, osobliwości i własne spostrzeżenia w alfabetyczną listę słów kluczowych charakteryzujących to miejsce.

A.
Atmosfera. Powietrze jest tutaj znacznie czystsze, ponieważ znajdujemy się na półkuli południowej. Tu zamieszkuje jedynie 10% całej ludności świata oraz znaczną powierzchnię zajmują oceany i morza, co skutkuje mniejszemu zapyleniu i zanieczyszczeniu atmosfery. Dzięki temu natężenie promieniowania UV jest znacznie silniejsze niż na półkuli północnej, zatem należy zwrócić szczególną uwagę na ochronę skóry.