Każdy kto się wybiera na Nową Zelandię, na pewno nie przeoczy w podczas planowania podróży Arthur's Pass. Jest to mała wioska po środku Alp Południowych leżąca w przesmyku o tej samej nazwie, ale przede wszystkim jeden z piękniejszych parków narodowych tego kraju. Parku, gdzie dzika natura i nagie łańcuchy górskie łączą się z posępnym niebem na drugim końcu świata, gdzie również krucha skała i nieokiełznana przyroda przyczyniły się do wypadków i śmierci wielu ludzi gór. O tym właśnie miejscu, chciałbym Wam opowiedzieć.
Top Menu
Nivo Slider
Gobi 4x4
Kilkudniowa wyprawa w nieznane, czyli Gobi samo się nie zrobi.
Kolej Transsyberyjska
Pociągiem wgłąb Azji. Wydawać by się mogło, że nie ma końca tej podróży.
Hinduska przygoda
Podróż do Indii to bogactwo doznań zmysłowych - kolorów, smaków, zapachów.
Wybrane wpisy
none...
15 maja 2011
23 kwietnia 2011
Młode foczki w kostiumach plażowych
Co jakiś czas dochodziły do mnie w Christchurch pogłoski o pewnym tajemniczym miejscu, gdzie niezmierzone wody oceanu gwałtownie się zderzają z drżącym lądem, gdzie ostre skały urwistych brzegów z trudem opierają się spiętrzonym falom. Gdzie czasem, przy odrobinie wytrawołości i szczęścia można zobaczyć młode, smukłe foczki w kostiumach plażowych wylegujące się na spalonych słońcem kamieniach dzikich plaż Półwyspu Kaikoura. Tam to właśnie postanowiłem zostawić odcisk buta, zanim wyjadę.
Tym razem byłem sam. Wyjechałem niestpostrzeżenie z miasta nikomu wcześniej nie dając znać o moich zamiarach. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i z pustym żołądkiem ruszyłem w drogę. Po niecałej godzinie jazdy wszelkie oznaki cywilizacji pozostały już tylko za chmurą spalin ze starego samochodu. Zatankowałem na małej stacji gdzieś w samym środku pustkowia i wjechałem na drogę prowadzącą prosto w rysujące się przez mgłę łańcuchy górskie. Kaikoura była po drugiej stronie.
Tym razem byłem sam. Wyjechałem niestpostrzeżenie z miasta nikomu wcześniej nie dając znać o moich zamiarach. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i z pustym żołądkiem ruszyłem w drogę. Po niecałej godzinie jazdy wszelkie oznaki cywilizacji pozostały już tylko za chmurą spalin ze starego samochodu. Zatankowałem na małej stacji gdzieś w samym środku pustkowia i wjechałem na drogę prowadzącą prosto w rysujące się przez mgłę łańcuchy górskie. Kaikoura była po drugiej stronie.
4 kwietnia 2011
Graniówka w Arthur's Pass
Ta wyprawa została zorganizowana zupełnie spontanicznie. Pewnego popołudnia znajomy znajomego Kiwi napisał do mnie z dwudniowym wyprzedzeniem, czy aby nie mam ochoty gdzieś załoić w Arthur's Pass. Chodziło tutaj o legendarną wręcz górę Mt Rolleston, o której wiele osób myśli z rozrzewnieniem, ale nie wie, czy da radę. Ja, jak zawsze, byłem na tak. Tym razem Pati zdecydowała się zostać w domu.
1 kwietnia 2011
Na Dzikim Zachodzie
Zaczęło się od dziecięcej ilustracji w starej "Przyjaciółce" i podpis "moje hobby to koń". Potem były westerny oglądane bynajmniej nie dla przystojnych jeźdźców. I jeszcze ulubiona postać kreskówki ze swym wiernym rumakiem Jolly Jumper. Nie wspomnę o setkach kartek zabazgranych wizerunkiem konia. W końcu marzenie się spełniło i zaczęłam jeździć. Gdziekolwiek na świecie jestem, staram się urozmaicić pobyt wycieczką w siodle. Tym razem było po kowbojsku.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)






